Data dodania: 2026-01-26
[Wywiad z absolwentem] – Kacper Mierzwa
Intro
[Oliwia Wołosiuk – WCh] — Kiedy mówi Pan komuś: „zajmuję się ochroną przeciwkorozyjną rurociągów podziemnych”, częściej widzi Pan w ich oczach fascynację czy oczekiwanie, że zaraz Pan wyjaśni, co to właściwie znaczy?
[Kacper Mierzwa] — Zdecydowanie to drugie, często połączone z lekką konsternacją. Ludzie zazwyczaj kojarzą rurociągi z hydrauliką, a chemię z próbówkami. Kiedy zaczynam tłumaczyć, że walczę z naturą, która chce zamienić stal z powrotem w rudę żelaza, i że używam do tego prądu – wtedy pojawia się błysk zainteresowania albo przerażenie.
Droga z Wydziału Chemicznego PG do podziemnych rurociągów
— Czy już na studiach na Wydziale Chemicznym podejrzewał Pan, że będzie Pan realizował się zawodowo w obsłudze instalacji podziemnych? Czy Pana praca rzeczywiście dotyczy głównie rzeczy, które znajdują się pod powierzchnią?
— Na studiach wydawało mi się, że moją przyszłością jest zakład produkcyjny. Ochrona katodowa to branża, o której rzadko myśli się na początku edukacji. Moja praca dotyczy tego, co pod ziemią, ale za wyjątkiem etapów budowy, czy remontów najczęściej zostaję na powierzchni – choć często są to pola, lasy i place budowy, a nie klimatyzowane biura. To inżynieria połączona z z naturą, co bardzo cenię.
— Jakie doświadczenie z zajęć, laboratoriów lub projektów badawczych okazało się dziś najbardziej przydatne w branży?
— W pomiarach ochrony przeciwkorozyjnej i ochrony katodowej w terenie, podobnie jak w laboratorium, jeden błąd w pomiarze może zafałszować cały obraz sytuacji.
— Kiedy pierwszy raz poczuł Pan różnicę między „chemią z uczelni” a „chemią w prawdziwym świecie”? Czy to zderzenie było trudne, czy raczej ekscytujące?
— To było zderzenie skali. Na uczelni procesy generalnie zachodzą w kontrolowanych warunkach. W prawdziwym świecie moim „naczyniem reakcyjnym” jest rurociąg ciągnący się nieraz przez dziesiątki kilometrów, przechodzący przez różne rodzaje gleb, rzeki i tereny zurbanizowane, krzyżując się z innymi infrastrukturami, które wpływają na siebie. Zmienne są nieskończone. Teoria działająca w błocie, deszczu czy w głębokim wykopie podczas wykonywania pomiarów daje poczucie satysfakcji.
Ochrona katodowa, czyli romans chemii, fizyki i zdrowego rozsądku
— Z całym szacunkiem, jak Pan sprzedaje laikowi pojęcie „ochrona katodowa”? Bardziej jako naukę, technologię, czy… rodzaj „wiedzy tajemnej”?
— Oczywiście, że wiedzę tajemną. Czary mary, które jak ktoś próbuje zrozumieć, to musi udać się do Hogwartu na długie lata.
— Co jest najbardziej niedocenianą, a co najważniejszą częścią tej pracy?
— Niedoceniana jest interpretacja danych. Każdy może dokonać pomiaru miernikiem, ale zrozumienie, dlaczego wynik jest taki, a nie inny, wymaga wiedzy. Najważniejsza jest prewencja – my nie naprawiamy rur, my sprawiamy, że one się nie psują. To praca, której efektem jest zapobieganie awarii. Sukcesem jest to, że dzięki technologii możemy wcześniej podjąć działania zabezpieczające i zapewnić niezakłóconą pracę gazociągu.
—Jak wygląda dzień eksperta ochrony katodowej? Bardziej jak film akcji, praca detektywa czy spokojna inżynierska praca?
— To zdecydowanie praca detektywa. Szukamy niewidzialnych wrogów: uszkodzeń izolacji, prądów błądzących z trakcji kolejowych, interferencji z innymi obiektami. Często chodzimy z urządzeniami lokalizacyjnymi, analizujemy wykresy i szukamy poszlak. Czasami z różnymi wykonawcami i firmami bywa to film akcji… Jak to w życiu.
Trudne pytania, tylko dla specjalistów
— Gdyby miał Pan powiedzieć studentom: „to musicie umieć, jeśli chcecie robić to, co ja”, co byłoby w TOP3 kompetencji?
— Odpowiedź:
- Najpierw dużo cierpliwości i nauka ochrony katodowej i metodyki pomiarowej w praktyce, to są niestety lata, nie miesiące.
- Łączenie kropek, można zacząć od tych na obrazku, jak widać w moim przypadku docelowo daje jakieś efekty.
- Komunikacja interpersonalna, praca inżyniera to praca z ludźmi, zespołami i ich oczekiwaniami, różnicami poglądów, kwestia wyrównania poziomów wiedzy, temperamentów i wiele innych.
— Jak zmieniło się podejście do ochrony przeciwkorozyjnej w ostatnich latach i które z tych zmian najbardziej zmieniają sposób pracy młodych inżynierów?
— Cyfryzacja i zdalny monitoring. Kiedyś trzeba było jechać na miejsce, żeby sprawdzić każdy parametr. Dziś dla niektórych zakresów pomiarów systemy przesyłają dane w czasie rzeczywistym. Młody inżynier musi być dziś interdyscyplinarny.
— Co jest bardziej stresujące: audyt instalacji w terenie czy sesja egzaminacyjna na Wydziale Chemicznym?
— Zależy, czy jestem audytorem i egzaminatorem, czy studentem i nas audytują. Tak poważnie, to obecnie ani jedno ani drugie mnie nie stresuje.
Dla młodych, którzy szukają swojej ścieżki
— Kim są ludzie, którzy najlepiej odnajdują się w branży ochrony przeciwkorozyjnej? To bardziej analitycy, czy terenowi wojownicy, a może połączenie jednych i drugich?
— W zakresie wiedzy i rozwiązywania problemów korozyjnych najlepsi niestety są hybrydą interdyscyplinarną.
W zakresie charakteru pracy też trzeba być elastycznym - musisz umieć usiąść nad wykresem i przeanalizować dane pomiarowe, ale musisz też być gotowy, aby ruszyć w teren.
— Co powiedziałby Pan studentowi, który boi się, że po chemii nie ma pracy?
— Hmm… trudne i podchwytliwe pytanie. Generalnie takie same obawy, może mieć student innych branż, a nawet uczniowie szkół zawodowych. Przy „zdobywaniu” pracy nie liczy się całe szczęście tylko dyplom.
Warto wspomnieć, że chemia to nie tylko produkcja leków czy kosmetyków. Energetyka, budownictwo, przemysł ciężki – wszędzie tam potrzebni są ludzie, którzy rozumieją materię od strony reakcji. Praca wg mnie jest, tylko czasem trzeba jej poszukać poza przysłowiowym laboratorium.
— Czy branża infrastrukturalna to Pana zdaniem zawód przyszłości? A jeśli tak, to dlaczego warto o niej mówić głośniej młodzieży?
— Będę mówił o swojej specjalizacji, więc absolutnie tak. Rurociągi stalowe są stosowane od lat i nadal są budowane do przesyłania wielu mediów – więc wymagają kontroli, przeglądów i ochrony. Przed nami wyzwania przyszłości związane z przesyłaniem zeroemisyjnych źródeł energii i zapewnieniem bezpiecznej pracy infrastruktury sieciowej.
Specjaliści od korozji mogą być jednymi z poszukiwanych inżynierów w transformacji energetycznej. Korozja to nie tylko problem zwykłej stali, zatem problemów do rozwiązania jest w dalszym ciągu sporo. Pamiętajmy również, że budowana obecnie infrastruktura jest projektowana tak, aby pracowała przez kilkadziesiąt lat.
— Jeśli porówna Pan studia na Wydziale Chemicznym na Politechnice Gdańskiej, do swojej pracy, jaka metafora pasuje najlepiej?
— Kolejne pytanie wymagające głębokiego zastanowienia. Na ten moment, to wypłynięcie na szerokie wody, najpierw trzeba opuścić strefę komfortu bo pojawia się np. chemia fizyczna, potem kolejną strefę, bo organiczna itd. W pracy jest podobnie rozwój zawodowy i zwiększanie poziomu wiedzyoraz umiejętności to zawsze wyjście ze strefy komfortu.
— Kiedy ostatni raz pomyślał Pan: „dobrze, że skończyłem ten wydział” i co się wydarzyło przed tą myślą?
— Kiedy podczas spotkania z przedstawicielami branży ochrony katodowej (elektrykami) potrafiłem wytłumaczyć, dlaczego pewne zjawisko zachodzi, używając argumentów chemicznych, a nie tylko elektrycznych. Zrozumienie istoty procesu, a nie tylko jego skutków mierzalnych miernikiem, to przewaga w ochronie przeciwkorozyjnej, którą dał mi Wydział Chemiczny.
Na zakończenie
— Gdyby mógł Pan zostawić jedno zdanie dla przyszłych studentów Wydziału Chemicznego PG, którzy szukają pomysłu na siebie, jakby ono brzmiało?
— Celem na studiach jest znalezienie czegoś, co pomoże im poznać siebie i potem obrabiać to dłutkiem pod kątem branży zawodowej w bardzo szerokich możliwościach jakie daje Wydział Chemiczny.
-
2026-01-20
Rekrutacja na studia II stopnia